Listopad 2018

Nie od dziś wiadomo, że spośród wszystkich zwrotów i słów, z jakimi mierzymy się, próbując opanować język obcy, wulgaryzmy „przychodzą” nam najłatwiej. Dlaczego? Trudno się nie zgodzić, że są to twory językowe bardzo wyraziste i mocno nacechowane, a do tego względnie często spotykane, ale nie to stanowi o łatwości w ich zapamiętywaniu. Należy pamiętać, że wulgaryzmy nie są powszechnie akceptowaną formą wyrazu w sferze społecznej (choć nasza tolerancja systematycznie zdaje się rosnąć). To słowa niejako zabronione. Nieodpowiednie. I przez to ciekawe.  

Z punktu widzenia nauczania języka mechanizm jest bardzo podobny do tego ze szkoły, kiedy to nauczyciel mówi: „… tego nie musicie pamiętać”. Nagle ta jedna niby zbędna informacja staje się dla naszego mózgu priorytetem i przyswajamy ją z niewyobrażalną łatwością. Łamiąc ustalone normy (w szkole przecież pamiętać trzeba wszystko) i odchodząc od przyjętych zasad stymulujemy procesy myślowe.

Warto zatem pamiętać, że stosowanie jednej ustalonej metody lub formy ćwiczeń na przestrzeni dłuższego czasu staje się niewydajne. Dla podtrzymania postępu w nauce języka na dobrym poziomie konieczne jest stałe zaskakiwanie się i zmienianie reguł. Nie trzeba zresztą wiele. Czasem wystarczy zapisać słowo do góry nogami na tablicy, a stanie się ono dla nas wyjątkowe. Nabazgranie nawet najtrudniejszego słowa na dłoni lub opatrzenie go dziwacznym (najlepiej nieprzyzwoitym)  rysunkiem potrafi zdziałać cuda, ale można iść dalej. Dużo dalej. Ogranicza nas tak naprawdę wyłącznie fantazja. Wszystkie chwyty są jak najbardziej dozwolone. Te dziwaczne zwykle są zaś najskuteczniejsze.