Jak wygląda nauka w Ameryce?

W moich podbojach zagranicznych uczelni pomógł mi efektywny kurs angielskiego, który odbyłam w Bydgoszczy w najlepszej szkole językowej.

„This is probably the biggest campus in The United States” – te słowa najbardziej zapamiętałam z mojej pierwszej rozmowy z native speakerem po wylądowaniu w Ameryce. Dokładnie rok temu poleciałam zrealizować największą, jak dotąd przygodę mojego życia, czyli staż naukowy na Uniwersytecie Stanowym w Wisconsin. Jeśli to jeden z największych campusów w Ameryce, to zapewne także na świecie, ponieważ jak wiadomo w Ameryce wszystko jest największe. Po przyjeździe do Madison profesor, który był przez kolejnych 7 miesięcy moim opiekunem, obwiózł mnie po głównej części kampusu, który przypominał średniej wielkości miasto, gdzie znajdowało się wiele supermarketów, pubów, domów studenckich, obiektów sportowych, a nawet szpital uniwersytecki. Rodem jak z filmu „Legalna blondynka”. W kolejnych dniach poznawanie kampusu ułatwił mi darmowy autobus poruszający się w jego obrębie za darmo, ale to jedyny plus komunikacji miejskiej w USA (Amerykanie w przeciwieństwie do Europejczyków nie potrafią żyć bez samochodów, więc pociągi i autobusy to zupełna abstrakcja, drive’y obowiązują tu nie tylko do McDonald’s ale m.in. też do bankomatów).

Uczelnia w Madison urzeka nie tylko swoją wielkością, ale także architekturą krajobrazu i możliwościami imprez towarzyskich. Na UW (University of Wisconsin) funkcjonuje ponad 100 społeczności akademickich (od politycznych, poprzez rozrywkowe, po organizacje mniejszości – np. Polish Students’ Association). Lokalizacja miasta między dwoma jeziorami sprzyja aktywności fizycznej. Madison jest oplecione ścieżkami rowerowymi i przepełnione fanatykami sportów wodnych.

Najciekawszym aspektem są maskotki uczelniane. Każda uczelnia ma swoją oryginalną postać. UW ma monopol na Badgers’ów (borsuki). Można tu kupić wszystko, co człowiekowi potrzebne z podobizną tego jednego Wisconsin Badgers’a, od prostych kubków aż po … bieliznę! I bynajmniej nie jest to obciach, 80% osób mijanych na chodniku kampusu nosi Badgers’a przynajmniej na koszulce. Najcieplejszym wspomnieniem będą dla mnie pojawiające się billboardy na początku roku akademickiego z napisami „Welcome Badges” (Witajcie Borsuki), co niewątpliwie, ma wpływ na poczucie przynależności do wspólnoty uczelnianej. I oczywiście borsukowe mecze footballowe, podczas których nawet na autobusach są wyświetlane slogany „Go Badgers”.

Z mojej amerykańskiej przygody pozostanie mi nie tylko nawyk jedzenia „lunch’u” w południe i sympatia do borsuków, ale także niezwykłe wspomnienia ogromnych, nowoczesnych miast i miejsc, które wcześniej znałam z filmów!

Każdy może spełnić swoje marzenia o zagranicznych wyprawach. Jeśli napotykasz trudności językowe, pomoże Ci szybki kurs języka angielskiego w Bydgoszczy.

 

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.